Nauczyciele za kraty !

Z szacunkiem do zawodu, z odpowiedzialnością wobec prawa.

Tuż przed wyborami przegranymi przez władzę, w mediach pojawiła się wiadomość, że nauczyciele mają stać się funkcjonariuszami publicznymi. Część nauczycieli, skuszona argumentem, że „funkcjonariusz” nobilituje – przyklasnęła. Czy jednak zapowiadana zmiana jest zmianą na lepsze, czy może na gorsze? Przyjrzyjmy się temu bliżej.

JAK JEST

Już obecnie art. 63 ust. 1 Karty Nauczyciela stanowi: „Nauczyciel, podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, korzysta z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych na zasadach określonych w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. z 2024 r. poz. 17)”. Podwyższonej karze podlega m.in. naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza, napaść na niego, udostępnianie informacji dot. życia prywatnego funkcjonariusza mogące spowodować zagrożenie jego bezpieczeństwa. Karze podlega również znieważenie funkcjonariusza, jak też stosowanie przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia funkcjonariusza do przedsięwzięcia lub zaniechania czynności służbowej.

Przypomnijmy: obecnie nauczyciel nie jest funkcjonariuszem, lecz korzysta z ochrony jak funkcjonariusz nie tylko podczas, ale również w związku z pełnieniem obowiązków służbowych – zatem również w czasie prywatnym, jeżeli tylko atak jest związany z jego obowiązkami.

JAK MA BYĆ?

Co ma się zatem zmienić? Zmiana ma być tylko jedna. Otóż funkcjonariusz, który przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3 (art. 231 kodeksu karnego). Zatem o ile obecnie nauczyciel jest chroniony jak funkcjonariusz, ale nie odpowiada karnie jak funkcjonariusz, to po zmianie nauczyciela będzie można wsadzić za kraty za nieterminowe sprawdzenie klasówek, zaniżenie lub zawyżenie oceny, a nawet spóźnienie się na lekcję. I o ile jest mało prawdopodobne, by sąd za ww. czyny orzekł cokolwiek więcej, niż grzywnę, o tyle już sama groźba postępowania karnego może wywołać u kandydatów do tego zawodu efekt mrożący. Obecnie ww. czyny podlegają odpowiedzialności dyscyplinarnej, mogącej skutkować naganą, zwolnieniem z pracy, a nawet wydaleniem z zawodu. Po zmianach do zawodu nauczyciela aspirować mają nie pedagodzy z powołania, lecz bezrobotni prawnicy, zdolni do odparcia mniej lub bardziej wyimaginowanych oskarżeń o przestępstwo wpisania do dziennika uwagi (lub jej niewpisania) w związku z takim lub innym zachowaniem ucznia.

CZY SKÓRKA WARTA WYPRAWKI?

Propozycja zmiany statusu nauczycieli jest kontrowersyjna i budzi wiele emocji. Zmiana prowadzić może do nieprzemyślanych konsekwencji, takich jak niechęć nauczycieli do podejmowania dodatkowych aktywności, np. wycieczek, czy też wzrost roszczeń płacowych, mających pokryć dodatkowe ryzyko związane z wykonywaniem tego zawodu. Już obecnie na rynku oferowane są ubezpieczenia od skutków niespodziewanej ciąży przywiezionej przez nastolatkę z letniego wypoczynku. Czy propozycja rządzących spowoduje, że powstaną specjalne ubezpieczenia ochrony prawnej dla nauczycieli, podobne jak dla lekarzy w USA, a może nawet będą one obowiązkowe? Czas pokaże. Tymczasem nauczyciele woleliby zapewne powiązania ich wynagrodzeń ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce, bo od lat płace nauczycieli nie nadążają za wzrostem zamożności społeczeństwa.

Uczynienie z nauczycieli funkcjonariuszy to zasłona dymna: czas powrotu do poprzedniego ustroju, w którym skromne płace funkcjonariuszy były rekompensowane obietnicą wcześniejszych emerytur. Nauczycielom chodzi o rzetelne wynagrodzenia odpowiadające wartości ich pracy, a nie o status funkcjonariuszy.

Jakie są Wasze opinie? Napiszcie to w komentarzach!

#NZZOP#edukacja#oświata#funkcjonariuszpubliczny